Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i pójść w innym kierunku.
Alice POV:
No to jesteśmy, zapowiada się niesamowita noc, może w szkole jestem wzorową uczennicą ale lubię się zabawić. W piątki wieczorem Alice Brown nie jest tą samą osobą. Jest wyluzowaną dziewczyną, która lubi się zabawić i chcę żeby ludzie właśnie tak mnie zapamiętali, nie jako osobę, która za wszelką cenę stara się przypodobać rodzicom. Tak mam bardzo wymagających rodziców, no ale wracając do imprezy. Byłyśmy już w klubie czułam zapach spoconych ciał i alkoholu. To mnie kręci ci wszyscy faceci z którymi można się zabawić bez żadnych zobowiązań bo żadne z nas pewnie nie będzie tego pamiętać i o to chodzi nie kręcą mnie żadne związki... Z zamyśleń wyrwał mnie głos Taylor.
- Ej mała widzisz tego gościa cały czas ci się przygląda. - wskazała ręką na blondyna przy barze, szczerze mówiąc był przystojny i to bardzo.
- Widzę i nie sądzę żeby był mną zainteresowany.
- O KURWA! On tu idzie.
- Tay ogarnij się proszę cię zachowujesz się jak napalona nastolatka.
- Może dlatego że jesteśmy nastolatkami, a ty musisz przyznać że on jest na prawdę przystojny.
- Może tak może nie.
- Oj no weź Al przyznaj się podoba Ci się.- nie zdążyłam nic powiedzieć bo poczułam jak ktoś ciągnie mnie w stronę toalet.
- No hej mała- kiedy zorjętowałam się co się dzieje ujrzałam przed sobą tego blondyna.
- Czego chcesz. - wysyczałam przez zęby.
- O zadziorna widzę, lubię takie, kotku.
- Palant.
- A teraz przeproś księżniczko za to jak mnie nazwałaś.
- A jak nie to co.
- A jak nie to będę twoim koszmarem, ale wiesz jaka jest różnica pomiędzy koszmarem sennym a takim, ze snu zawsze możesz się obudzić.- To były jego ostatnie słowa po czym odszedł.
Przepraszam że taki krótki ale nie mam czasu próby do gali i te sprawy mam nadzieję że zrozumiecie.